*
Przyszedł dzień, wyjazdu. Każdy był bardzo podekscytowany. Nie mogliśmy się doczekać najlepszych wakacji w życiu.
- Viola, czas się pakować. - powiedział Leon.
- Nareszcie! Nawet nie wiesz jak się cieszę. Chłopak podszedł do mnie i położył dłonie na moich biodrach.
- Ja bardziej niż myślisz, kochanie. Złożył mi namiętnego całusa w usta.
- Kocham cię. - wyszeptał mi na ucho. Dałam mu buziaka w policzek.
- Idę się, spakować. Poszłam do naszej sypialni, pakować rzeczy. Po jakimś czasie byłam już spakowana.
- Już, jestem. - uśmiechnęłam się.
- Tak szybko?
- Noo, tak chyba że, mam jeszcze ciebie spakować.
- Nie musisz chyba, że chcesz.
- Dobrze zrobię, to ale..
- Ale?
- Odwdzięczysz mi się. - puściłam mu oczko.
- Chyba wiem jak - uśmiechnął się szyderczo. Powoli zaczął iść w moim kierunku. Zanim się obejrzałam był już, na przeciw mnie. Jego truskawkowe usta były przy moich, czułam jego oddech na sobie. W końcu nasze usta się spotkały. Było mi tak dobrze, że nie poczułam kiedy Leon przenosi mnie na kanapę.
- Ja bardziej niż myślisz, kochanie. Złożył mi namiętnego całusa w usta.
- Kocham cię. - wyszeptał mi na ucho. Dałam mu buziaka w policzek.
- Idę się, spakować. Poszłam do naszej sypialni, pakować rzeczy. Po jakimś czasie byłam już spakowana.
- Już, jestem. - uśmiechnęłam się.
- Tak szybko?
- Noo, tak chyba że, mam jeszcze ciebie spakować.
- Nie musisz chyba, że chcesz.
- Dobrze zrobię, to ale..
- Ale?
- Odwdzięczysz mi się. - puściłam mu oczko.
- Chyba wiem jak - uśmiechnął się szyderczo. Powoli zaczął iść w moim kierunku. Zanim się obejrzałam był już, na przeciw mnie. Jego truskawkowe usta były przy moich, czułam jego oddech na sobie. W końcu nasze usta się spotkały. Było mi tak dobrze, że nie poczułam kiedy Leon przenosi mnie na kanapę.
*Oczami Leona*
Przeniosłem Violettę na kanapę. Cały czas się całowaliśmy. Kocham nasze pocałunki są, takie szczere. Wziąłem się do rzeczy.
- Zdejmiemy trochę ciuszków, będzie Ci luźniej. - powiedziałem, dziewczyna przytaknęła. W tej chwili zadzwonił dzwonek.
- To Fran i Fede.. - odpowiedziała.
- Eee chwilkę. - krzyknąłem. Wstaliśmy z kanapy, poprawiliśmy włosy i ubrania aby nic nie podejrzewali.
- Cześć, Viola! - rzuciła się na nią przyjaciółka. Ja przywitałem się z Federico.
- To jedziemy? - zapytał Fede.
- Tak, tylko pójdziemy po walizki. Poszliśmy po walizki na góre, zaraz byliśmy z nimi na dole.
- Możemy jechać. Wyszliśmy z domu, ja zamknąłem drzwi. Wsiedliśmy do samochodu. Jechaliśmy na lotnisko. Po około 30 minutach byliśmy na miejscu.
- Chłopaki, powiedźcie gdzie jedziemy - przekonywały dziewczyny.
- Powiemy w samolocie - puścił oczko Fede.
- Możemy jechać. Wyszliśmy z domu, ja zamknąłem drzwi. Wsiedliśmy do samochodu. Jechaliśmy na lotnisko. Po około 30 minutach byliśmy na miejscu.
- Chłopaki, powiedźcie gdzie jedziemy - przekonywały dziewczyny.
- Powiemy w samolocie - puścił oczko Fede.
*Oczami Violetty*
Leon i Federico trzymali nas w ciągłym napięciu co do podróży. Gdy już, minęły 2 godziny byliśmy w samolocie. Zajęliśmy miejsca obok siebie.
- To powiedziecie nam gdzie jedziemy? - zapytałam.
- Na...
- Na?! Leon gadaj, bo nie będzie..
- Czego? - popatrzyła na nas Fran.
- Ee.. - odpowiedziałam na pytanie.
- Fede to, ty też nie dostaniesz 'cukierów' - zaśmiała się.
- Eey, to po co brałaś tą bieliznę? - popatrzył na Fran.
- Haha, wy też mieliście to na myśli? - zapytał Leon.
- Nie wnikajmy w szczegóły! - powiedziałyśmy równo z Fran.
-
Dziękuje jeżeli ktoś to czyta.
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
chce wiedzieć, czy mam dalej pisać.
Jeśli dasz komentarz
to mam motywacje
na dalsze pisanie :)
+
Mógłbyś/Mogłabyś
polecić znajomym? : )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz